Nie zapomnę, skąd pochodzę

2012-02-29

Z prof. Jackiem Gulińskim, podsekretarzem stanu w MNiSW rozmawia Jolanta Lenartowicz.


Przyspieszony koniec kadencji. Nieoczekiwany, przewidywany? Jak do tego doszło?


Otrzymałem wstępną propozycję 7 stycznia b.r. wieczorem. Decyzja na „tak” nie była łatwa… Nigdy nie chciałem być politykiem ani nie byłem członkiem żadnej partii. Ale zaproponowano mi rozszerzenie działań, które prowadzę w UAM - na obszar całego kraju. Mam pracować głównie na rzecz transferu technologii, komercjalizacji badań, usprawniania dystrybucji funduszy strukturalnych, na rzecz współdziałania sektora nauki i szkolnictwa wyższego z gospodarką. Jako bezpartyjny fachowiec podjąłem to wyzwanie.


A zatem zaczyna się kolejny etap pana kariery…


Tak można to określić. Po długiej, dobrej szkole zastępcy profesora Bogdana Marcińca zarówno w obszarze nauki, jak i innowacyjności, nastąpił etap poświęcony tworzeniu i zarządzaniu instytucjami otoczenia biznesu; potem 3,5-letni „kurs” w roli zastępcy rektora profesora Bronisława Marciniaka na płaszczyźnie zarządzania Uniwersytetem – a teraz idę do pracy jako zastępca Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego profesor Barbary Kudryckiej. Gdyby pół żartem spojrzeć na inicjały moich szefów (profesorów), to układ jest jednoznaczny – od BM (Bogdan Marciniec) przez BM (Bronisław Marciniak) do BK (Barbara Kudrycka). Krótko mówiąc, jest jednak coś powtarzalnego w tej mojej karierze wiecznego zastępcy. Na pierwszym etapie współzarządzałem setkami tysięcy złotych, a potem milionami, w drugim – dziesiątkami, setkami milionów. W trzecim wchodzę już na poziom miliardów złotych.


Jak pan przyjął okolicznościowe życzenia i gratulacje?


Rzeczywiście 1 i 2 lutego to były ciężkie dni. Zasypały mnie dziesiątki telefonów i maili. Głównie od pracowników uczelni, oczywiście. Wiele relatywnie naiwnych pytań („czy to było dla ciebie zaskoczenie?”) a także parę istotnych, a nawet instruktażowych („Jacek, jak to trzeba aplikować, aby zająć takie stanowisko?”). Co było dla mnie szczególnie miłe to reakcje mojego najbliższego otoczenia zawodowego, panie w Rektoracie uroniły wiele łez… Sam się poczułem nieswojo. Nagle zrozumiałem, że rzeczywiście kończy się pewne przedsięwzięcie, w które moi bliscy współpracownicy wkładali razem ze mną dużo pracy i serca.  Serdecznie im za to dziękuję! Z niemałym zaskoczeniem przyjmowałem gratulacje od pracowników naszej administracji centralnej, z którą na co dzień nie współpracowałem. Może to jest dowód na to, że pracownicy administracji identyfikują się z instytucją i aktywnie uczestniczą w rozwoju uczelni. No, może nie wszyscy, ale wielu z nich. Dostawałem także życzenia od osób całkiem mi nieznanych, kilka osób próbowało od razu zadbać o jakąś posadę w stolicy, kilka umówić się na obiad… Najzabawniejszy był telefon do moich rodziców w Poznaniu od znajomych (ostatnie osiem lat bez kontaktu) czy to prawda, że oni teraz się przenoszą do stolicy, no bo jak syn awansował… Jakby to wszystko zebrać, to można by zredagować niezły reportaż! Szczególnie gdyby dodać rozpowszechniane na uczelni plotki stanowiące o ojcach tego sukcesu. Zwyczajowo, dla tej zbiorowości okazało się, że niektórzy z nas wiedzieli o mojej decyzji już w grudniu ubiegłego roku… Nie mówiąc o tym, kto tak naprawdę (?) to popierał lub załatwił…


Zanim Pan zasiądzie na ministerialnym fotelu trzeba będzie rozliczyć się z uniwersyteckich, rozpoczętych w kadencji rektorskiej, poczynań?


Programy europejskie, przedsiębiorczość, polityka innowacyjna, komercjalizacja wiedzy, transfer technologii to zagadnienia bliskie mi od połowy lat 90. ubiegłego wieku. Dzisiaj mogę powiedzieć, że udało się doprowadzić do wielu zmian. Również na naszej uczelni nie do końca zadowalają mnie jeszcze efekty, chociaż, może to zabrzmi pretensjonalnie, zauważam sukcesy. Można je mierzyć w różny sposób.
Dla przykładu powiem, że w zakresie programów europejskich w czasie mojej prorektorskiej kadencji udało się zdobyć kontrakty z PO Kapitał Ludzki na sumę ponad 230 milionów złotych. Można przytaczać liczby projektów, o których dofinansowanie wystąpiliśmy, czy kwoty zdobyte na rozwój badań i mobilności. Byłem tu po to, żeby ułatwiać aplikowanie, promować ten sposób zdobywania funduszy. I chyba się trochę udało. Znajduje to odbicie w rozwoju programów badawczych na uczelni, utworzeniu i działaniu Działu Programów Europejskich, działaniach inwestycyjnych, a zwłaszcza tych wzmacniających dydaktykę. Udało się stworzyć pożądane procedury, jakkolwiek obsługa administracyjna projektów ciągle wymaga korekty i usprawnień. Jeśli chodzi o współpracę z gospodarką, stworzyliśmy Radę Gospodarczą przy Rektorze UAM, która jest platformą kontaktową uczelni z szeroko pojętym biznesem. Podpisaliśmy kontrakty z kilkoma dużymi przedsiębiorstwami z Poznania i okolicy, które zaowocowały m.in. finansowaniem badań, stypendiami dla studentów, stażami, praktykami. Ostatnio dało się zauważyć większe zainteresowanie firm naszymi praktykantami. Udało się wzmóc proces patentowania naszych opracowań zwłaszcza korzystając z działań finansowanych z PO Innowacyjna Gospodarka (1.3.1. i 1.3.2). Chciałbym jednak zaznaczyć, że naszym uczelnianym produktem nie musi być tylko nowoczesne rozwiązanie technologiczne, czy prototyp, ale także pomysł, idea, czy wręcz absolwent czyli człowiek. W tym znaczeniu nasz produkt może zagościć nie tylko na rynku gospodarczym, ale chociażby w instytucjach naukowych, społecznych lub kulturalnych. Największym dobrem uczelni jest to, co posiadamy w naszych głowach. I to powinno zostać objęte pewną ochroną. Zbudowaliśmy jej podstawy. Regulamin ochrony i wykorzystania własności intelektualnej oczekuje na debatę w Senacie. Organizujemy kursy, szkolenia, warsztaty, porady, konsultacje oraz konkursy. Promujemy i uczymy naszych studentów oraz doktorantów postaw przedsiębiorczych. Trzy lata temu rozpoczęliśmy eksperymentalnie, na kilku wydziałach, prowadzenie zajęć będących wprowadzeniem do przedsiębiorczości. Podobne odbywały się także na studiach doktoranckich. Planujemy w ciągu 1-2 lat wdrożyć do programu studiów podstawowy pakiet kursów, który nazwałbym ogólnie: „postawy przedsiębiorczości”. W chwili obecnej, z uwagi na konkurencję i trudny rynek pracy, człowiek jeszcze bardziej niż kiedyś stał się kowalem własnego losu. Najnowsze badania mówią, że w ciągu naszego życia niejednokrotnie zmienimy nie tylko miejsce pracy, ale także zawód. Warto się na to przygotować - trzeba posiadać pewne umiejętności, wykazywać elastyczność, kreatywność, zgodę na zmiany, umieć się zaprezentować, prowadzić projekty, znać podstawy języków obcych i obsługi komputera, umieć gospodarować własnym czasem itp. Czyli wiele kluczowych postaw i umiejętności. Ale przede wszystkim trzeba być przedsiębiorczym.


Powiedział pan, że uniwersytet musi też umieć się zaprezentować…


Także podejmowanie działań w zakresie promocji, a nawet szerzej – marketingu, jest szkołom wyższym potrzebne, a nawet niezbędne. Informujemy w ten sposób o naszej działalności, utrwalamy pozytywny wizerunek jednej z najlepszych uczelni w Polsce – słowem, zabiegamy o studentów i dobrą markę. Zauważalne dla otoczenia działania promocyjne zaczęliśmy od uporządkowania naszej wizytówki, dzięki której chcemy dotrzeć z informacją na cały świat – portalu internetowego, który w nowej odsłonie ukazał się na 90-lecie UAM w Poznaniu w maju 2009 roku. Teraz proces ten powtarzamy na witrynach wydziałowych. Podzieliliśmy portal na strefę dla studenta, kandydata, pracownika i absolwenta, by każdy bez trudu znalazł interesujące go wiadomości. W najbliższych planach są portale dla przedsiębiorców i społeczności Poznania i Wielkopolski. Systemowi daleko jeszcze do ideału, ale ciągle go udoskonalamy. Biuro Informacji i Promocji oraz Biuro Rzecznika Prasowego stworzone zostały od podstaw. Szybko okazało się, że na uczelni od lat brakuje sprawnego przepływu informacji. Teraz, dzięki wdrożeniu Uniwersyteckiego Systemu Informacyjnego co tydzień każdy pracownik otrzymuje na skrzynkę mailową biuletyn, ukazujący co dzieje się na Uniwersytecie. Na bazie informacji zebranych w systemie wydaliśmy elektroniczną Kronikę, prezentującą wszystkie wydarzenia z roku akademickiego 2010/2011. Powstał niezły film promocyjny o UAM „Nasza uczelnia”, w przygotowaniu jest album o naszej uczelni. Ostatni wydaliśmy już kilka lat temu. Opracowaliśmy System Identyfikacji Wizualnej (SIW), który jest wdrażany w całej uczelni od lutego b.r. Dużo czasu poświęciłem ostatnio na promocję wewnętrzną tej idei, rozmowach, ustaleniach. Zorganizowaliśmy w 2009 roku huczne obchody 90-lecia UAM a ostatnio w 2011 roku bardziej stonowany jubileusz 400-lecia uniwersyteckich tradycji miasta Poznania.
Od kilku tygodni na Collegium Minus powiewa flaga z godłem uczelni - planujemy zawiesić takie same na kilkunastu naszych budynkach w Poznaniu, by każdy przechodzień wiedział, że mieści się w nich Uniwersytet im. Adama Mickiewicza. Ławeczka H. Święcickiego otwiera serię następnych, upamiętniających założycieli Wszechnicy Piastowskiej. Prezentujemy się poprzez filmy, festyny, koncerty. Podczas mojej kadencji podejmowaliśmy działania na rzecz traktowania uczelni również jako dobrze zarządzanego przedsiębiorstwa. Dlatego zajmowałem się również strategią rozwoju UAM, planowaniem, rozliczaniem, edukacją dla kadry zarządzającej, tak żeby zarządzanie optymalizować, a uczelnię czynić bardziej transparentną.


Pana związki z macierzystą uczelnią nie będą, mamy nadzieję, zerwane?


Pozostaję nadal pracownikiem UAM, ale już w ograniczonym wymiarze. Będę w miarę możliwości wspierał interesy uniwersytetów i UAM i nie zapomnę skąd pochodzę.


Jakie doświadczenia, obserwacje, czy refleksje chciałby pan uniwersyteckiej społeczności przekazać?


Uczelnia to bardzo złożony układ, trudno w nim rozgraniczyć dążenia poszczególnych jednostek, tych wielkich i małych, od interesu całej instytucji. Spotkałem w mojej pracy osoby imponujące wiedzą i klasą, ale równocześnie wielu egocentryków, nawet cwaniaków, myślących tylko kategoriami własnego interesu, zapominających o interesie całej wspólnoty. Przenosząc się do Warszawy deklaruję współpracę z rektorem i głęboko wierzę, że przyjdzie mi współpracować z nim także w najbliższych latach. W pełni popieram decyzję prof. Marciniaka o kandydowaniu na drugą kadencję, jednak sądzę, że powinna być ona zarówno kontynuacją, ale także bardziej dla naszej uczelni przełomową. Tak to jest, również w polityce, że w drugiej kadencji można już więcej i bardziej ofensywnie. I w mojej opinii trzeba.
Dziękuję za współpracę moim kolegom prorektorom oraz dziekanom. To była dla mnie dobra szkoła i… wbrew pozorom, duża przyjemność. Chciałbym też skorzystać z okazji i przeprosić wszystkich tych, których może zraniłem swoim jednoznacznym, nieprzejednanym stanowiskiem, impulsywnymi wypowiedziami, czasami z nutką ironii. Taki już jestem, co mi w pracy z ludźmi raczej nie pomaga. Żegnam się jednak z nadzieją, że  swoją pracą i zaangażowaniem przyłożyłem się do osiągnięć tej kadencji rektorskiej i rozwoju naszej uczelni i dzięki temu może można mi te niedoskonałości wybaczyć…


Teraz spójrzmy w przód. Jakie umiejętności, kompetencje tu nabyte przydadzą się teraz?


Minister Kudrycka powierzyła mi takie zadania jak realizacja polityki rozwoju i innowacyjności oraz praca na rzecz zbliżania nauki z gospodarką. W obszarze moich zadań będzie także nadzór nad działalnością parków technologicznych, centrów zaawansowanych technologii, centrów doskonałości, polskich platform technologicznych, inkubatorów przedsiębiorczości, sieci regionalnych centrów innowacji i transferu technologii oraz innych instytucji pośredniczących i wspierających działania proinnowacyjne. Będę także nadzorował instytuty badawcze i duże inwestycje infrastrukturalne w szkolnictwie wyższym.
Chciałbym na chwilę powrócić do problemu zbliżenia nauki do biznesu. W całej Europie uczelnie dążą do tego, by tzw. uniwersytety trzeciej generacji, czyli inaczej – przedsiębiorcze – nie zajmowały się jedynie badaniami i edukacją, ale również tworzeniem i implementacją nowoczesnych technologii – do podmiotów gospodarczych, które gotowe są je przyjąć, albo bezpośrednio na rynek poprzez nowe firmy tworzone przez pracowników uczelni, jej doktorantów i studentów. Słabości tkwią po obu stronach. Uczelnia ma zbyt mało środków na badania, w tym również na badania przełomowe, a w otoczeniu brakuje firm czy instytucji, które oczekiwałyby tych rozwiązań. W tej chwili rola szkoły wyższej w Polsce w stosunku do gospodarki często ogranicza się do wąskiego i specjalistycznego doradztwa lub usług badawczych. Można się pocieszyć, że to nie dotyczy tylko nas, że to jest problem ogólniejszy. Tak zwany „paradoks europejski” to sytuacja, w której mamy w Europie wspaniałych naukowców, naukę na światowym poziomie, a w przełożeniu na gospodarkę, na jej jakkolwiek mierzone wskaźniki innowacyjności, wyglądamy słabo. W konkurencji Unia Europejska – reszta świata Unia radzi sobie, delikatnie ujmując, niezadowalająco. A my w kraju, nawet w porównaniu ze średnią unijną, nie wypadamy najlepiej. Wypadamy, powiedzmy to otwarcie, znacznie gorzej. Są tu rozmaite ograniczenia, systemowe, strukturalne, prawne, mentalne. Bariery siedzą w dużym stopniu w nas samych. Luka pomiędzy obszarami nauki i gospodarki – mówimy o dwóch różnych światach - jest do pokonania. Z tym, że nie będzie to droga ani krótka, ani łatwa. Zanim staniemy w szranki międzynarodowych rankingów, o których tak często wspominają dziennikarze, warto przypomnieć sobie i innym, jak one są budowane. Jak możemy stanąć w jednym szeregu z uczelniami, posiadającymi po kilku noblistów i środki na badania na poziomie budżetu na naukę naszego kraju? Nie oznacza to jednak, że skoro nie możemy mieć wszystkiego - nie róbmy niczego. Wracając do zakresu moich obowiązków w ministerstwie to może to zabrzmi trochę za ostro, ale ja się po prostu znam na tej tematyce i mogę to udowodnić. Nabyłem te kompetencje podczas mojej wieloletniej pracy dla uniwersytetu i Fundacji UAM.


I jeszcze „ostatnie życzenie”?


Może coś nietypowego. Ostatnie życzenia. Prezent na odchodne. Ponieważ na naszej uczelni modne są fraszki prof. Bogdana Walczaka, komentujące wszelkie poważniejsze wydarzenia na UAM (w przygotowaniu jest ich zbiorowe wydanie!) zaryzykuję i, jako zwykły chemik, zostawiam, przepraszając za chropowaty styl, jedną, zatytułowaną „Życzenia na pożegnanie”.

Na Nowy 2012 Rok
Życzmy sobie i naszej Uczelni
-  potężnych środków na badania
(nawet takich… nie do wydania)
-  zadziwiająco licznej rekrutacji
(i to głównie z obcej, a nie naszej nacji)
-   dalszej fali z Europy funduszy;
(aby się w nich zanurzyć po uszy…)
-    kolejnych budynków inauguracji
(i tych starszych udanych renowacji)
-    wyborów mądrych i rozważnych
(i koncentracji na rzeczach WAŻNYCH)
Tak, aby w kolejnym (albo chociaż następnym) roku
Warszawie i Krakowowi dotrzymać kroku!
A jak się wygra w kraju
Czas myśleć o Szanghaju.

Jolanta Lenatrowicz, Życie Uniwersyteckie, nr 2 (221)/ 2012

Strategia

Zapoznaj się ze Strategią Rozwoju Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu na lata 2009-2012.

Kliknij tutaj, aby pobrać dokument zawierający szczegółowe informacje.